Wyobraź sobie, że przed każdym zabiegiem tworzysz preparat od zera. Dobierasz składniki pod skórę, którą masz przed sobą, zamykasz je w nośnikach i podajesz świeże, kilka minut po przygotowaniu. Nie sięgasz po gotowy produkt z półki. Tak działa TDX20®.
Urządzenie jest u nas na teście. Ten wpis opisuje, czym jest ta technologia i co sprawdzamy. Wnioski z pomiarami i kosztem zabiegowym opublikujemy po zakończeniu testu.
Skąd w ogóle problem z nośnikami
Warstwa rogowa naskórka ogranicza przenikanie składników aktywnych. Zgodnie z regułą 500 daltonów cząsteczki większe od tej masy przechodzą przez skórę w niewielkim stopniu. Dotyczy to peptydów, antyoksydantów i czynników wzrostu, czyli tego, co w kosmetologii pracuje najciekawiej.
Dlatego składniki zamyka się w nośnikach: liposomach, nanosomach, transferosomach. Nośnik chroni cząsteczkę i pomaga jej pokonać barierę.
Tu pojawia się drugie ograniczenie. Im więcej składników zamkniesz w nośniku, tym trudniej utrzymać całość w stabilnej formie przez miesiące magazynowania. Producenci gotowych kosmetyków muszą więc ograniczać stężenia. I niestety płaci za to skuteczność.
Co robi TDX20
TDX20 przenosi enkapsulację do gabinetu. Składniki są zamykane w Genosomach®, opatentowanych nośnikach ultradeformowalnych, tuż przed zabiegiem i od razu podawane. Producent podaje, że pozwala to zastosować nawet 20-krotnie wyższe stężenie składników aktywnych niż w gotowych kosmetykach.
System składa się z pięciu elementów: nośników Genosomy®, formulacji TDX20®, reaktora XGEN®, urządzenia MesoLux® do aplikacji oraz serum Longevity Elixir® do kontynuacji w domu.
Jak wygląda zabieg
- Dobierasz składniki aktywne pod potrzeby skóry.
- Łączysz je z Genosome Complex w jedną kompozycję.
- Umieszczasz kompozycję w reaktorze XGEN® i uruchamiasz enkapsulację.
- Otrzymujesz świeży preparat o wysokim stężeniu.
- Aplikujesz go przy pomocy MesoLux®, wykorzystując elektroporację.
- Drugą część preparatu Twoja klientka zabiera do domu.
Sześć kroków w miejscu jednego otwarcia słoiczka. To jest ta część, którą sprawdzamy najuważniej.
Co sprawdzamy
- Ile realnie zajmuje przygotowanie preparatu i czy da się to robić przy klientce.
- Czy różnicę w efekcie widać w pomiarze, a nie tylko w odczuciu.
- Koszt jednego zabiegu przy rzeczywistym zużyciu formulacji.
- Po ilu zabiegach obsługa przestaje spowalniać pracę.
- Czy klientka rozumie, za co płaci, bo od tego zależy opłacalność.
Deklarację o 20-krotnie wyższym stężeniu traktujemy jako punkt wyjścia do sprawdzenia, nie jako wynik. [do potwierdzenia]


Dodaj komentarz